X

Domowy kamo ramen i tsukemen

Zostawić Pana Pyza na chwilę i już jakieś dziwne eksperymenty. Tak jak obiecaliśmy Arturowi (zerknijcie do poprzedniego posta), dzisiaj mieliśmy testować jego makaron ramen na żywym organizmie.

Mówienie, że „ramen ten powstał z tego co akurat było w lodówce” byłoby przesadną kokieterią, bo musieliśmy dokupić czerwoną cebulę i boczek, ale reszta składników (w tym zalewa do chashu, oleje smakowe, tare czy narutomaki) zawsze mamy w gotowości. 😉

Co trafiło do środka? Wywar „double soup” – pierwszy z kaczych porcji rosołowych, drugi z dashi, którego podstawą było katsuobushi, shoyu tare, marynowane jajko ajitsuke, piklowana czerwona cebula, zielona cześć cebuli dymki, olej smakowy, odrobina skórki yuzu, sansho, narutomaki i boczek chashu. Czy to już pełnoprawny kamo shoyu ramen? O tym będzie musiała zdecydować Gastroazjatycka Komisja Autentyczności. 😉

Jak smakowało? Nie wiem, bo dopiero dostałam zdjęcia, a nie ma mnie jeszcze w domu. Panie Pyzie, proszę pozmywać, wywietrzyć kuchnię i czekać z kolacją.

Podobne wpisy