X

10 ramenów w Mugi

Ramen w menu nowej restauracji to znany i sprawdzony sposób na zainteresowanie i skuszenie lokalnych foodies do odwiedzenia lokalu. My też daliśmy się skusić – szczególnie dzięki przeczytaniu o domowym, wyrabianym na miejscu makaronie. Ale po kolei…

Warszawskie Mugi to filia popularnej szczecińskiej restauracji Atelier Japońskich Smaków MUGI. Jak wiemy przenoszenie konceptów odnoszących sukces do stolicy jest dość ryzykowne, ale na szczęście w tym przypadku mamy doczynienia z przemyślaną strategią, której podstawą jest uproszczone menu. Ważne miejsce zajmuje w nim nowość na polskim rynku gastronomicznym – kushiage (szaszłyki smażone na głębokim tłuszczu w panierce z mąki, jajka i panko) oraz pozornie duży wybór ramenów.

Domowy, wyrabiany na miejscu makaron

Wchodząc do dość powściągliwego w wystroju lokalu mamy problemy z odnalezieniem się w jego atmosferze. Nie ma tu mowy o klasycznym zmaskulinizowanym ramen barze czy swobodnej izakayi, w której można zamówić chrupiące kushiage z wszystkiego co nam się zamarzy. W miejscu tym postawiono raczej na neutralne, proste wzornictwo, tak powszechne wśród warszawskich lokali w Śródmieściu.

matcha na zimno

Podczas pierwszej wizyty, zdecydowaliśmy się na szybki, popołudniowy ramen, który wyszedł spod ręki szefa i właściciela – Shina Yasudy. Oprócz dwóch kart menu, powitały nas również dwie szklanki wody z lodem, co jest miłym i nadal nieczęstym gestem, nawet w lokalach serwujących kuchnię japońską. W karcie znajdziemy cztery rameny (mugi, gekikara, vege i hiyashi chuka), ale tak naprawdę możemy wybrać spośród dziesięciu wariantów, bo do trzech rodzajów wywarów sami możemy dobrać tare (shio, shoyu lub miso). Dwa pierwsze – mugi (autorski?) i gekikara (激辛, po japońsku – bardzo ostry) powstają na bazie tego samego bulionu drobiowego (różnią się jedynie ostrością) i zawierają podobne dodatki. W menu brakuje nam informacji o olejach smakowych, a po dopytaniu okazuje się, że stosowany jest jeden (sic!) czosnkowo-porowy (w praktyce w takiej ilości, że trudno go wyczuć).

Zagadką jest dla mnie pozycja wege

Zagadką jest dla mnie pozycja wege. Skoro tare dla wszystkich ramenów jest wspólne, to z czego ono powstaje? Bazą shio jest oczywiście sól, shoyu sos sojowy, a miso… pasta miso. Zwykle jednak, głęboki i złożony smak tare w przypadku shio czy shoyu uzyskuje się dzięki dodaniu między innymi składników „morskich”, takich jak suszone ryby, małże czy krewetki. Są więc dwie możliwości – albo tare w Mugi są bardzo uproszczone, albo wege ramen wcale nie jest wege. Uświadomiłem to sobie dopiero pisząc ten tekst i na pewno temat ten warto jeszcze zgłębić bezpośrednio w lokalu.

Mugi shoyu

Goszcząc w Mugi spróbowaliśmy wariantu klasycznego i sezonowego, czyli mugi w wersji shoyuhiyashi chuka. Zacznę od makaronu, bo w końcu to kluczowy element ramenu. W Mugi jest on wytwarzany na miejscu, za co domyślnie należy się pochwała. Tym bardziej, że jest naprawdę dobry. Wybija się nie szczególnym smakiem, ale sprężystością, czego najlepszym dowodem są pryskające z niego podczas jedzenia krople wywaru. 😉 W porównaniu z gotowcem od Sun Noodles, tak popularnym w stołecznych (i nie tylko) lokalach, wypada on bardzo korzystnie. Jest dobrze ugotowany, zachowuje sprężystość i nie nasiąka wywarem, co naprawdę nie wszędzie jest standardem.

Duży potencjał nie został wykorzystany

Niestety duży potencjał domowego makaronu nie został wykorzystany, bo wrażenie popsuł płaski wywar bez wyczuwalnej głębi i niezapadające w pamięć dodatki. Zarówno mugi shoyu (może poza glonami wakame) i hiyashi chuka złożono dość klasycznie jeżeli chodzi o toppingi. Hiyashi chuka to mało popularny w Polsce styl letniego, zimnego ramenu z prostym tare na bazie octu i sosu sojowego oraz mieszanką dodatków. Surimi (mielonka rybna), żółte „wasabi”, tamagoyaki, ogórek, paski nori, kiełki, chashu i beni shoga (krojony w zapałki imbir marynowany). O ile wykonaniu tego dania nie można zarzucić braku autentyczności (choć w Japonii często pojawia się tam jeszcze pomidor i szynka), to całe danie niestety nie broni się smakiem, mimo użycia dobrego makaronu. Nie dopatruję się tu jednak winy szefa kuchni, a raczej wyboru tego stylu ramenu, który jest dość specyficzny i moim zdaniem nie podbije serc warszawiaków.

Hiyashi chuka

Największe zastrzeżenie mam jednak do wywaru w mugi shoyu. Jeśli w tare zastosowano elementy morskie, to były niestety niewyczuwalne. Jeśli nie – bardzo szkoda. Dominującym smakiem całości okazał się sos sojowy i drobiowy bulion. Makaron był jednak na tyle dobry, że chciałbym dać Mugi jeszcze jedną szansę i spróbować wersji gekikara miso i mugi shio. No i panierowanych szaszłyków z menu poświęconemu kushiage.

Czekamy na dostawę maszyny do kakigori

W słodkiej części menu bardzo pozytywnie zaskoczyła nas obecność kakigori (to japoński deser na bazie drobno startego lodu polewanego smakowymi syropami i sokami), ale niestety na realną możliwość zamówienia tej pozycji przyjdzie nam zaczekać. Na szczęście trafiliśmy na deser spod lady – ichigo daifuku, czyli ciastko z mąki ryżowej nadziewane fasolą azuki i truskawką. Swojski, domowy sznyt w wykonaniu tej pozycji zdecydowanie na plus. 😉 Na kakigori jeszcze wrócimy, a jeśli okażą się tak dobre, jak w Japonii to może Mugi okaże się w sezonie letnim lepszym miejscem na lody niż ramen? 🙂

MUGI

Adres: ul. Wspólna 37/39, Warszawa
Godziny otwarcia: pon.-sob. 12:00-23:00, niedz. 12:00-22:00
Telefon: 512 624 134

Ichigo daifuku
Mugi shoyu
Hiyashi chuka
Domowy makaron w Mugi
Podobne wpisy