X

Wietnamska rewolucja kulinarna

Przekonanie właścicieli lokali gastronomicznych i kucharzy, że klient nieobyty z autentycznymi smakami dalekich stron nie pokocha ich taką samą bezwarunkową miłością jak autochtoni sprawia, że trudno odnaleźć smaki Wietnamu w bezliku barów orientalnych serwujących wyobrażenie o preferencjach kulinarnych Polaków.

Na horyzoncie polskiej sceny gastronomicznej pojawiła się jednak nadzieja, że sos rybny uwiedzie polskie podniebienia (do społu z zupą canh rau ngót i karmelizowanym boczkiem). Wietnamska rewolucja kulinarna, która rozpoczęła się w alejce barów na dawnym Stadionie X-lecia i wypromowała zupę phở jako remedium na bolączki sobotniej nocy przybrała nową twarz.

Wszystko zaczęło się od apetytu właścicielki lokalu Pho14, mieszczącego się w bliskim sąsiedztwie politechniki. Apetytu na więcej.

Aby oswoić klientów z nowymi smakami zdecydowała się zastosować odpowiednie ich dozowanie – stąd pomysł menu degustacyjnego pojawiającego się w weekendy. Duży wybór dań, niewielkie porcje i uczciwe ceny – czy może być lepsza zachęta do eksperymentowania? Po pierwszych kęsach tofu w sosie pomidorowym gotowi będziemy na konfrontację z wieprzowiną w liściach pieprzowca, a co odważniejsi przedłożą kontrowersyjne streetfoodowe specjały nad delikatny smak ryżowego kleiku z kolendrą i pachnotką. Czy w Pho14 zjemy jak w Wietnamie? Nie. Potrawom brakuje chaosu ulicy i przepełnionego wilgocią żaru tropików. W miejscu tym jednak na pewno poczujemy radość kolektywnego ucztowania, dlatego przyłączmy się do wietnamskiej rewolucji kulinarnej i pozwólmy nieznanym smakom zawojować nasze podniebienia.

Podobne wpisy