X

9 chińskich przysmaków na Święto Lampionów

Całkiem niedawno, 15 dnia pierwszego miesiąca roku według kalendarza lunarnego, braliśmy udział w Święcie Lampionów, kończącym celebracje noworoczne. W tym dniu po zmroku, zgodnie z tradycją chińską, kolorowe latarnie ozdabiają domy, a w parkach oczy cieszą barwne iluminacje. Na tle pierwszej pełni nowego roku niebo płonie światłem tysięcy unoszących się lampionów. Zwyczaj ten zawiera w sobie głębszy sens – wypuszczając z dłoni papierową czaszę, żegnamy nasze stare „ja”, rozpoczynamy nowy cykl.

Po okresie odpoczynku, przychodzi czas pracy. By nacieszyć się ostatnimi chwilami wytchnienia, rodziny spotykają się przy wspólnym stole.

W Polsce brakuje tej mistycznej aury Święta Lampionów. Niektóre zwyczaje są jednak symbolicznie praktykowane wśród buddystów – udają się oni do pagody, składają ofiary na domowych ołtarzach przodków, a po dopełnieniu tradycyjnych obowiązków, rozpoczynają ucztowanie. My ugoszczeni zostaliśmy przez panią Jinmei w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej. Kiedy niedzielnym rankiem znaleźliśmy się wśród opustoszałych w tym dniu hal Chińskiego Centrum Handlowego, nawet nie przypuszczaliśmy, że odnajdziemy wśród nich sekretne wejście do alternatywnego świata, prawdziwego chińskiego domu. Wprost z szarej lutowej chlupy, trafiliśmy do nijakiego korytarza z rzędem byle jakich drzwi. Tylko jedne były na oścież otwarte. Wkroczyliśmy do mieszkania pełnego azjatyckich dekoracji, pachnącego tłuszczem z gorącego woka, rozbrzmiewającego głośnymi nawoływaniami w nieznanym dla nas języku. Centralne miejsce zajmował w nim okrągły stół, przy którym przyszło spotkać się nam – Polakom, Wietnamczykom, Chińczykom.

Przygotowania do świątecznej uczty zajęły nam dosłownie pół dnia. Każdy skrawek płaskiej powierzchni wykorzystany został do krojenia, lepienia pierogów, mieszania składników, a znajome Chinki wykazywały się wirtuozerią w sprawnym przeciskaniu się w pobliże kuchenki. Samo przyglądanie się technikom gotowania i fotografowanie kolejnych etapów przygotowań wymęczyło Szanownego Męża vel. Pana Pyza, aż tak, że wraz z synem naszej przyjaciółki Mai polegli w trakcie.

Ostatecznie na nasz uroczysty obiad, składało się 9 potraw (pierogi jiaozi, sałatka liang cai, smażone: kiełki, groszek, tofu, krewetki, gotowane: langustynki, wołowina oraz karp w piwie). Kiedy nadszedł upragniony moment degustacji, wygłodniali najedliśmy się tak szybko, iż pozostało nam jedynie nasycić wzrok widokiem ukończonego dzieła. Liczba dań nie była przypadkowa – we wschodniej geomancji „9” oznacza długowieczność, trwałość i jest dobrą wróżbą na pozostałe dni roku. Przejedzeni niemiłosiernie, popijając herbatę chryzantemową, w duchu życzyliśmy sobie umiaru w jedzeniu. Na następny raz.

Na koniec chciałabym się podzielić z Wami smakiem potraw, których jedzenie było naszym udziałem, dlatego zdradzam wyproszony przepis na „Rybę w piwie pani Jinmei”. Ryba w języku chińskim to 魚 yú, co brzmi dokładnie tak jak dobrobyt 餘 yú. Zatem logicznie rzecz ujmując – jedzenie ryb równoważne jest z zapewnianiem sobie dobrobytu. Smacznego! 慢慢吃!(czyt. mànmàn chī!, dosł. jedz powoli!)

Składniki:
  • 700g  filetów (ze skórą) ze słodkowodnej ryby – karp, tołpyga
  • mąka ziemniaczana (do obtoczenia)
  • olej o neutralnym smaku

Zalewa:

  • 100 ml chińskiego wina do gotowania
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka glutaminianu sodu (opcjonalnie)
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1 łyżka chińskiego octu
  • 1 gwiazdka anyżku
  • 5 ząbków czosnku
  • 4 suszone papryczki chili
  • 1 pęczek dymki (zielona część)
  • 350 ml piwa
Sposób przygotowania:

Filety rybne oczyszczamy z łusek i dzielimy na kawałki długości 15cm. Skórę nacinamy w niewielkich odstępach tak, aby podczas smażenia nie zwijała się. Przygotowane w ten sposób filety obtaczamy dokładnie w mące i smażymy na głębokim tłuszczu, aż będą złociste. Następnie pozwalamy im odpocząć na papierowych ręcznikach, aby pozbyć się nadmiaru tłuszczu. W tak zwanym międzyczasie przygotowujemy zalewę – mieszamy razem wino, sos sojowy, ocet, cukier, sól oraz glutaminian sodu (znajome Chinki hojnie nim obsypują prawie każde danie). Zieloną część dymki kroimy co 15 cm, obrany czosnek rozmiażdżamy nożem, dzielimy na pół, rozkruszamy gwiazdkę anyżku i wraz z papryczkami chili dodajemy do reszty składników. Ryby przekładamy na rozgrzaną patelnię, wlewamy zalewę i piwo, uważając aby się nie spieniło. Przez 5 minut gotujemy danie na ostrym ogniu, następnie zmniejszamy temperaturę i czekamy, aż sos się zredukuje. Potrawa powinna nabrać pełni smaku w 15-20 minut.

Podobne wpisy